Kontynuujemy temat mody w drugiej połowie XIX wieku. Tym razem całkowicie poświęcimy się krynolinie.
Żartobliwie określa się krynolinę jako pomnikowe i najtrwalsze dzieło Napoleona III. Niemało do jej triumfu przyczynili się też inżynierowie. Oni to bowiem w 1856 r. skonstruowali lekką elastyczną „klatkę” z giętkiej, stalowej taśmy. Zakładana bezpośrednio na bieliznę pozwoliła zachować reprezentacyjny, duży obwód spódnicy bez noszenia kłopotliwych usztywnień z włosia czy licznych krochmalonych halek.
Również wynalezienie w połowie XIX w. maszyny do szycia sprzyjało popularności krynoliny wśród mniej zamożnych kobiet. Teraz o wiele łatwiej można było zrobić szeroką spódnicę z kilometrów tiulu, a do tego jeszcze przyszyć koronki i falbanki…
Krynolina stała się strojem demokratycznym – w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia nakładały ją wszystkie kobiety, począwszy od koronowanych głów, a skończywszy na służących. Oczywiście te ostatnie nie nosiły spódnic 10-metrowej szerokości, wielkich dekoltów otoczonych koronkową bertą, klejnotów i egzotycznych kwiatów. Lecz i one najchętniej pokrywały głowy modnym niewielkim kapelusikiem wiązanym wstążkami pod brodą. Wszystkie też naśladowały styl znanej nam już cesarzowej Eugenii, rozdzielając włosy po środku, miękko zaczesując na uszy z tyłu loki opadające na szyję.
Najlepszą ilustracją do tej opowiastki jest jeden z moich ulubionych filmów o tej epoce, nieśmiertelny i doskonale znany wszystkim. Mowa oczywiście o ”Przeminęło z wiatrem”. Krynolinę nosi każdy, nawet Nanny (pamiętacie scenę jak Red podarował jej prawdziwą jedwabną halkę w kolorze czerwonym, aby piękne szeleszczała pod spódnicami?). Krynolinę uszyto nawet z zasłon! A fryzurę Scarlett a la cesarzowa Eugenia i sposób w jaki ona zawiązuje kapelusiki można podziwiać w nieskończoność!
Moja luźna interpretacja na podstawie „Żony modne” Anna Sieradzkiej


0 komentarze:
Prześlij komentarz